I bloom even in places that once seemed barren. I look at myself with tenderness, like a plant that has endured too long a winter. I used to think that if the earth was hard and dry, nothing good could grow from it. And yet here I stand – alive, calm, slowly opening my petals.
I used to confuse gentleness with weakness. I learned to hide it deep, like something hidden from the world. I thought I had to be as hard as stone to survive. But stone doesn't grow. It doesn't breathe. It doesn't feel the sun.
Only with time did I understand that my gentleness is like water. It can flow around obstacles, penetrate cracks, nourish what seemed dead just yesterday. It's not a weakness. It's my superpower.
So I allow myself to bloom. Without rushing. Without comparing myself to other people's gardens. Some flowers open at dawn, others only in the evening – and each one is on time.
I've begun to trust the rhythm of my soul. It's calmer than the rhythm of the world, but far more true. Sometimes it guides me through silence, sometimes through uncertainty, but always through life.
And today, when I stand on land that once seemed barren, I see something I hadn't noticed before. Small green shoots. Delicate, yet stubborn.
Mine.
Kwitnę nawet w miejscach, które kiedyś wydawały mi się jałowe. Patrzę na siebie z czułością, jak na roślinę, która przetrwała zbyt długą zimę. Dawniej sądziłam, że jeśli ziemia jest twarda i sucha, nic dobrego nie ma prawa z niej wyrosnąć. A jednak stoję tu – żywa, spokojna, powoli rozchylająca płatki.
Kiedyś myliłam łagodność ze słabością. Uczyłam się chować ją głęboko, jak coś, co trzeba ukryć przed światem. Wydawało mi się, że aby przetrwać, muszę być twarda jak kamień. Tymczasem kamień nie rośnie. Nie oddycha. Nie czuje słońca.
Dopiero z czasem zrozumiałam, że moja łagodność jest jak woda. Może płynąć wokół przeszkód, przenikać przez szczeliny, karmić to, co jeszcze wczoraj wyglądało na martwe. To nie słabość. To moja supermoc.
Pozwalam więc sobie rozkwitać. Bez pośpiechu. Bez porównywania się do cudzych ogrodów. Niektóre kwiaty otwierają się o świcie, inne dopiero pod wieczór – a każdy z nich jest na czas.
Zaczęłam ufać rytmowi mojej duszy. Jest spokojniejszy niż rytm świata, ale o wiele prawdziwszy. Czasem prowadzi mnie przez ciszę, czasem przez niepewność, lecz zawsze przez życie.
I kiedy dziś staję na ziemi, która kiedyś wydawała mi się jałowa, widzę coś, czego wcześniej nie dostrzegałam. Małe zielone pędy. Delikatne, ale uparte.
Moje.
Agnieszka
Add comment
Comments