My life is like a dream now

Published on 14 March 2026 at 22:46

My life is like a dream now.

Sometimes I wake up in the morning and just lie there for a moment, listening to the silence of the house. To that soft, peaceful silence that doesn't hurt, that isn't emptiness. It's like an ocean—deep, gentle, soothing. And I know I've truly immersed myself in it. In an ocean of peace.

Not long ago, the waves were high. The winds were loud. Thoughts tangled like fishing nets left on the shore. And now everything flows slowly.

I breathe.

I smile at the people I love. It's no longer a shy or tired smile. It's warm, full, as if a small sun has lit up inside. I see their faces at the table, hear their laughter spreading through the rooms like light.

I approach my loved one and hug them without words. The gesture is simple, but it says it all. I feel my heart beating, the warmth of a hand on my back. And then I think that this is exactly what a home should look like—not of bricks and walls, but of presence. I look at the children.

They run around, argue over trivial things, laugh suddenly and loudly. Their eyes are as bright as the morning sky. I look at them with genuine happiness, the kind that doesn't need any proof. It simply is. It grows inside, like a tree that has finally found good soil.

Sometimes I catch myself closing my eyes and thinking:

 

This is truly my life.

 

Not perfect. Not from a fairy tale. But real. Peaceful. Warm.

 

Mine.

 

And then I smile even wider, like someone who has finally reached the shore after a long journey.

 

Moje życie teraz jest jak marzenie.

Czasami budzę się rano i przez chwilę tylko leżę, wsłuchując się w ciszę domu. W tę miękką, spokojną ciszę, która nie boli, która nie jest pustką. Jest jak ocean – głęboki, łagodny, kojący. I wiem, że zanurzyłam się w nim naprawdę. W oceanie spokoju.

Jeszcze niedawno fale były wysokie. Wiatry głośne. Myśli splątane jak sieci rybackie zostawione na brzegu. A teraz wszystko płynie powoli.

Oddycham.

Uśmiecham się do ludzi, których kocham. Nie jest to już uśmiech nieśmiały ani zmęczony. Jest ciepły, pełny, jakby w środku zapaliło się małe słońce. Widzę ich twarze przy stole, słyszę śmiech, który rozchodzi się po pokojach jak światło.

Podchodzę do ukochanej osoby i przytulam się bez słów. Ten gest jest prosty, ale mówi wszystko. Czuję bicie serca, ciepło dłoni na plecach. I myślę wtedy, że właśnie tak powinien wyglądać dom – nie z cegieł i ścian, ale z obecności.

Patrzę na dzieci.

Biegają, kłócą się o drobiazgi, śmieją się nagle i głośno. Ich oczy są jasne jak poranne niebo. Patrzę na nie z niekłamanym szczęściem, takim, które nie potrzebuje żadnych dowodów. Po prostu jest. Rośnie w środku jak drzewo, które w końcu znalazło dobrą ziemię.

Czasem łapię się na tym, że przymykam oczy i myślę:

to naprawdę moje życie.

Nie idealne. Nie z bajki. Ale prawdziwe. Spokojne. Ciepłe.

Moje.

I wtedy uśmiecham się jeszcze szerzej, jak ktoś, kto po długiej podróży wreszcie dotarł do brzegu.

 

Agnieszka

 

Add comment

Comments

There are no comments yet.