I learned to be strong before anyone asked if I even wanted to be. Life pushed me against the wall a few times, so I leaned against it and stood tall. Alone. With my head held high. People say I'm doing great. I smile then because it's easier than explaining how much each day costs me.
I can shoulder responsibilities, make decisions, and be a support to others. I know how to act when things are falling apart. I know how not to cry in front of people. I know how to pull myself together and keep going, even when everything inside is shaking. This has become my armor. Invisible, but heavy.
Sometimes I'm silent. Not because I have nothing to say. I'm silent because I don't want to be a burden. Because everyone has their own issues, their own fatigue, their own problems. I'm learning to contain my emotions in silence, fold them neatly like clothes in a closet and close the door. On the outside, a smile remains. Calm, composed, convincing.
But the truth is, even I the "- strong" one - dream of a moment when I don't have to prove anything. A moment when someone notices that my smile is a little too stiff today, and the silence is too loud. I dream of someone simply sitting next to me. No questions, no advice, no forcing me to fix things.
Sometimes I'd like to rest my head on someone's shoulder and not have to explain why things are hard for me. To feel arms that don't expect anything in return. Someone who will listen, even if I don't say a word. Someone who will understand that my strength doesn't exclude the need for closeness.
Don't ask me why I don't say anything. If I'm silent, it means I trust them enough to be myself. You just need to be. Attentive. Tender. Present. Sometimes one look means more than entire speeches. One hug can lift a burden from your shoulders
that can't be described. I am strong. But I am also human. And every person, even the strongest,
sometimes needs someone to say without words: "You are not alone."
Nauczyłam się być silna, zanim ktoś zapytał, czy w ogóle chcę taka być. Życie postawiło mnie pod ścianą kilka razy, więc oparłam się
o nią plecami i stanęłam prosto. Sama. Z podniesioną głową. Ludzie mówią, że świetnie sobie radzę. Uśmiecham się wtedy,
bo to łatwiejsze niż tłumaczenie, ile kosztuje
mnie każdy dzień. Potrafię dźwigać obowiązki, podejmować decyzje, być oparciem dla innych. Wiem, jak działać, gdy coś się sypie. Wiem, jak nie płakać przy ludziach. Wiem, jak zebrać się w sobie i iść dalej, nawet gdy w środku wszystko drży. To stało się moją zbroją. Niewidzialną, ale ciężką. Czasem milczę. Nie dlatego, że nie mam nic do powiedzenia. Milczę, bo nie chcę być
ciężarem. Bo wszyscy mają swoje sprawy, swoje zmęczenie, swoje problemy. Uczę się mieścić swoje emocje w ciszy, składać je
równo jak ubrania w szafie i zamykać drzwi. Na zewnątrz zostaje uśmiech. Spokojny, opanowany, przekonujący.
Ale prawda jest taka, że nawet ja - ta „silna” - marzę o chwili, w której nie muszę nic udowadniać. O momencie, gdy ktoś
zauważy, że mój uśmiech jest dziś trochę za sztywny, a cisza zbyt głośna. Marzę o tym, by ktoś po prostu usiadł obok. Bez pytań, bez
rad, bez naprawiania mnie na siłę. Chciałabym czasem oprzeć głowę na czyimś ramieniu i nie tłumaczyć, dlaczego jest mi
ciężko. Poczuć ramiona, które nie oczekują nic w zamian. Kogoś, kto wysłucha, nawet jeśli nie powiem ani słowa. Kogoś, kto
zrozumie, że moja siła nie wyklucza potrzeby bliskości. Nie pytaj mnie, czemu nic nie mówię. Jeśli milczę, to znaczy, że ufam na tyle, by być sobą. Wystarczy, że będziesz. Uważny. Czuły. Obecny. Czasem jedno spojrzenie znaczy więcej niż całe przemowy. Jedno
przytulenie potrafi zdjąć z barków ciężar, którego nie da się opisać. Jestem silna. Ale jestem też człowiekiem. A każdy człowiek, nawet ten najsilniejszy, potrzebuje czasem, by ktoś powiedział bez słów: „Nie jesteś sama”.
Agnieszka
Add comment
Comments