The old year is slowly coming to an end, and I pause for a moment. Not to count the days or settle accounts with the calendar, but to look back with calm and mindfulness.
I stand at the edge of time, in a quiet and safe place where memories don't scream, but only gently knock on my heart.
I look back at the days gone by the bright ones and those that taught me the most precisely because they hurt. I see moments as short as a breath and those long, stretching on into infinity. Each of them has left something within me. Lessons I hadn't planned, experiences I would never have asked for, and yet today I know they were necessary. They have shaped me into who I am nowcalmer, more mindful, more present.
Only one day separates me from the new year. I ask myself quietly: am I making any resolutions? Am I creating a list of new tasks, goals to check off, plans to fulfill?
No. This time I'm choosing differently. I'm not locking myself within resolutions or burdening myself with expectations.
I'm reaching for the new the unfathomable and the unintended. I'm allowing life to surprise me in its own way. I'm entering
this new time with a pure heart, carrying hope within me, but without rushing. With trust that what comes will be exactly as it's meant to be. And with a deep peace that tells me I'm ready.
Stary rok powoli się kończy, a ja zatrzymuję się na chwilę. Nie po to, by liczyć dni ani rozliczać się z kalendarzem, lecz by ze
spokojem i uważnością spojrzeć za siebie. Stoję na granicy czasu, w miejscu cichym i bezpiecznym, gdzie wspomnienia nie
krzyczą, a jedynie delikatnie pukają do serca. Przyglądam się minionym dniom, tym jasnym i tym, które uczyły mnie najwięcej
właśnie dlatego, że bolały. Widzę chwile krótkie jak oddech i te długie, ciągnące się w nieskończoność. Każda z nich coś we mnie
zostawiła. Lekcje, których nie planowałam, doświadczenia, o które nigdy bym nie poprosiła, a jednak dziś wiem, że były
potrzebne. To one ukształtowały mnie taką, jaka jestem teraz spokojniejszą, uważniejszą, bardziej obecną. Tylko jeden dzień dzieli mnie od nowego roku. Pytam siebie cicho: czy coś sobie postanawiam? Czy tworzę listę nowych zadań, celów do odhaczenia, planów do spełnienia? Nie. Tym razem wybieram inaczej. Nie zamykam się w ramach postanowień ani nie nakładam na siebie ciężaru oczekiwań. Idę po nowe, nieodgadnione i niezamierzone. Pozwalam, by życie zaskakiwało mnie po swojemu. Wchodzę w
ten nowy czas z czystym sercem, niosąc w sobie nadzieję, ale bez pośpiechu. Z ufnością, że to, co przyjdzie, będzie dokładnie takie, jakie ma być. I z głębokim spokojem, który mówi mi, że jestem gotowa.
Agnieszka
Add comment
Comments