A Little Less of Me Lately

Published on 13 October 2026 at 21:57

I’ve been a little less present lately. Less active on forums, less active on my blog, less visible in places where I used to show up regularly. I haven’t disappeared, I’m not upset with the world, and I haven’t lost interest in what’s going on around me. I think I’ve simply reached a point where it’s becoming harder and harder to fit everything into a single day.

The end of the year always seems to bring a certain sense of urgency. Suddenly, there are so many things to take care of, so many responsibilities, so many things to do, finish, organise, and keep track of. Some are important, others perhaps a little less so, but somehow they all demand our attention. I’m trying to slow down. I really am. The trouble is, I’m not doing a particularly good job of it.

Because you can’t simply cut back on work, cancel all your commitments, and decide that from now on you’re going to live at a gentler pace. Some things need to get done, some deadlines won’t wait, and everyday life has its own demands, no matter how much you might long for a little breathing room.

So I keep going. Some days with more enthusiasm, other days running on whatever scraps of energy I have left. And when evening comes, I increasingly find myself with no energy for anything else. No reading, no writing, no catching up on everything happening online. I don’t even feel the need to make the most of whatever little free time I have, which is already so hard to come by. I simply collapse into bed and go to sleep. No ambitious plans for the evening, no guilty thoughts about all the useful things I could still be doing.

The days are getting shorter, and darkness falls just when I would most like to hold on to a little more daylight. On the other hand, I have to admit that autumn has been especially beautiful this year. There’s something soothing about it. The colours of the trees, the soft light, the crisp air that feels so refreshing when I’m out for a walk. Whenever I can, I go running or at least spend a little time outdoors. I try to stay connected to nature because that’s where I find it easiest to regain my balance and remind myself that life is about more than a never-ending to-do list.

But the truth is that most of the time, I rest at home. No big plans, no pressure to go out, meet people, or organise yet another activity. Sometimes the greatest luxury is an ordinary evening when nothing is expected of me. When I can spend some time on my own, let my thoughts slow down, and stop wondering what else I ought to be doing.

Perhaps this is what I’m learning most at the moment: not every free moment needs to be filled with something. Rest doesn’t have to be productive, and free time doesn’t have to mean working through another list of things to accomplish. Sometimes it’s enough simply to be. Without a plan, without a goal, without feeling that I could be doing something more worthwhile somewhere else.

So if you happen to stop by and notice that I’m writing less often, if I’m not as active on forums, don’t comment as much, or don’t reply straight away, please know that everything is all right. I’m simply trying to make a little room for myself. The ordinary, everyday kind of space where I don’t have to be constantly available or ready to take on the next task.

And I’d like you to remember that you don’t have to feel guilty either if there are things you simply don’t feel like doing at the moment. If you put aside a book you were looking forward to reading, leave a piece of writing that’s been on your mind for ages, stop trying to catch up on everything, or decide to let something go that once seemed important. If you choose the sofa over a social gathering, sleep over another episode of a series, or silence over conversation.

Not everything has to be done right away. Not every message needs an immediate reply, not every idea has to be turned into action at once, and not every spare moment needs to lead to something tangible.

Sometimes it really is okay to let things go. To put something off until tomorrow, leave it for another time, and allow yourself a day without ambitions or grand plans. The world probably won’t stop turning because of it, and perhaps we’ll finally catch our breath, which is something so many of us desperately need.

I haven’t mastered this art myself. I’m still trying to slow down, even if I don’t always succeed. I still catch myself thinking about everything I should be doing instead of enjoying what I already have. But perhaps I don’t need to change everything all at once. Maybe, for now, it’s enough to allow myself to do a little less.

Fewer commitments, whenever possible. Less pressure. Less guilt. And a little more kindness towards myself.

Because we’re not machines. We’re allowed to get tired, to need some quiet, and to step back from the constant rush of everyday life for a while.

And if, this autumn, all we feel like doing is staying home instead of conquering the world, wrapping ourselves in a blanket, and going to bed a little earlier, perhaps that’s exactly what we need right now.

And that’s perfectly okay, too.

 

Jest mnie ostatnio trochę mniej. Mniej na forach, mniej na blogu, mniej w miejscach, w których jeszcze niedawno bywałam regularnie. Nie zniknęłam, nie obraziłam się na świat, nie straciłam zainteresowania tym, co dzieje się wokół. Po prostu chyba dotarłam do momentu, w którym coraz trudniej jest mi zmieścić wszystko w jednym dniu.

Koniec roku zawsze przychodzi z jakimś przyspieszeniem. Nagle okazuje się, że jest tyle spraw do załatwienia, tyle obowiązków, tyle rzeczy, które wypadałoby zrobić, dopilnować, dokończyć. Jedne są ważne, inne może trochę mniej, ale wszystkie jakoś upominają się o uwagę. Próbuję zwolnić. Naprawdę próbuję. Tyle że wychodzi mi to raczej średnio.

Bo przecież nie da się tak po prostu zredukować pracy, odwołać zobowiązań i uznać, że od dziś będę żyła w spokojniejszym tempie. Niektóre rzeczy trzeba zrobić, niektóre terminy nie poczekają, a codzienność ma swoje wymagania, niezależnie od tego, jak bardzo marzy nam się chwila oddechu.

Więc robię swoje. Czasem z większym zapałem, czasem na resztkach energii. A kiedy przychodzi wieczór, coraz częściej nie mam już ochoty na nic. Nie na czytanie, nie na pisanie, nie na nadrabianie zaległości w internecie. Nie mam nawet potrzeby, żeby jakoś szczególnie wykorzystać ten wolny czas, który przecież tak trudno znaleźć. Po prostu padam na łóżko i idę spać. Bez ambitnych planów na wieczór, bez wyrzutów sumienia, że mogłabym jeszcze zrobić coś pożytecznego.

Dni są coraz krótsze, a ciemność zapada wtedy, kiedy człowiek najchętniej zatrzymałby jeszcze trochę światła dla siebie. Z drugiej strony muszę przyznać, że tegoroczna jesień jest wyjątkowo piękna. Ma w sobie coś kojącego. Kolory drzew, miękkie światło, chłodne powietrze, które przyjemnie orzeźwia podczas spaceru. Jeśli tylko mogę, wybieram bieganie albo choćby chwilę na zewnątrz. Staram się mieć kontakt z naturą, bo właśnie tam najłatwiej mi odzyskać równowagę i przypomnieć sobie, że świat nie składa się wyłącznie z list zadań do odhaczenia.

Ale prawda jest taka, że najczęściej odpoczywam w domu. Bez wielkich planów, bez konieczności wychodzenia, spotykania się i organizowania sobie kolejnych atrakcji. Czasem największym luksusem jest dla mnie zwyczajny wieczór, kiedy niczego nie muszę. Kiedy mogę pobyć sama ze sobą, pozwolić myślom zwolnić i nie zastanawiać się, co jeszcze powinnam zrobić.

Może właśnie tego uczę się teraz najbardziej: że nie każdą wolną chwilę trzeba czymś wypełniać. Że odpoczynek nie musi być produktywny, a wolny czas nie musi oznaczać realizowania kolejnych punktów z listy. Czasem wystarczy po prostu być. Bez planu, bez celu, bez poczucia, że gdzieś indziej mogłabym w tym samym czasie robić coś bardziej wartościowego.

Dlatego jeśli zaglądacie tutaj i widzicie, że piszę rzadziej, jeśli mniej udzielam się na forach, nie komentuję tak często albo nie odpowiadam od razu, to wiedzcie, że wszystko jest w porządku. Po prostu próbuję znaleźć dla siebie trochę przestrzeni. Takiej zwyczajnej, codziennej, w której nie trzeba być ciągle dostępnym i gotowym na kolejne zadanie.

I chciałabym, żebyście również nie mieli sobie za złe, jeśli ostatnio czegoś wam się nie chce. Jeśli odkładacie książkę, na którą mieliście ochotę, nie piszecie tekstu, który od dawna chodzi wam po głowie, nie nadrabiacie zaległości albo rezygnujecie z czegoś, co jeszcze niedawno wydawało się ważne. Jeśli wybieracie kanapę zamiast spotkania, sen zamiast serialu, ciszę zamiast rozmowy.

Nie wszystko musi być zrobione na już. Nie na każdą wiadomość trzeba odpowiedzieć natychmiast, nie każdy pomysł trzeba od razu przekuć w działanie i nie każda wolna chwila musi prowadzić do czegoś konkretnego.

Czasem naprawdę można odpuścić. Przesunąć coś na jutro, zostawić na później, pozwolić sobie na dzień bez ambicji i wielkich planów. Świat raczej się od tego nie zatrzyma, a my może dzięki temu złapiemy oddech, którego tak bardzo potrzebujemy.

Sama jeszcze nie opanowałam tej sztuki. Wciąż próbuję zwolnić, choć nie zawsze mi to wychodzi. Wciąż zdarza mi się myśleć o tym, co powinnam zrobić, zamiast cieszyć się tym, co właśnie mam. Ale może nie muszę od razu wszystkiego zmieniać. Może na początek wystarczy, że czasem pozwolę sobie na mniej.

Mniej obowiązków, jeśli tylko mogę. Mniej presji. Mniej wyrzutów sumienia. I trochę więcej wyrozumiałości dla siebie.

Bo przecież nie jesteśmy maszynami. Mamy prawo się zmęczyć, potrzebować ciszy i na jakiś czas wycofać się z tego nieustannego biegu.

A jeśli jesienią, zamiast zdobywać świat, najdzie nas ochota, żeby po prostu zostać w domu, otulić się kocem i wcześniej pójść spać, to może właśnie tego nam teraz potrzeba.

I to też jest w porządku.

 

Agnieszka 

 

 

Add comment

Comments

There are no comments yet.