This time next year

Published on 3 August 2026 at 15:36

A year from now, I would like to feel a deep, abiding sense of peace.

Not the fleeting kind that comes and goes with a good day. I dream of a peace that fills every cell of my body. A peace that allows me to fall asleep without fear and wake up without a heavy heart. I long for it more than words can express.

My path has never been strewn with roses. I walked it cautiously, often with wounded feet. Along the way, I encountered various forms of violence the kind that leaves marks on the body, and the kind that remains unseen. The latter sometimes hurts even more.

For a long time, I feared that all of this would define me. That I would cease to be myself and become nothing more than a woman with a troubled past.

I didn't let that happen.

Every day, I tried to preserve the goodness within me. To offer others warmth, understanding, and kindness, even when I needed those things most myself. I learned to be gentle with myself, too. It wasn't easy. Women who have been through hardship can often forgive the whole world except themselves.

I was also a mother.

A mother who tried every day to shield her children from the things I knew all too well. I couldn't always protect them from all the pain in the world, but I always wanted them to know one thing: that they were loved. Unconditionally.

I won't pretend I was always strong.

There were days when my strength failed me. When fear returned with such intensity that it took my breath away. When I wept because I no longer knew where to find the strength for the next step. There were moments when despair visited my home like an uninvited guest. And yet, every morning, I tried to get up.

Sometimes hope kept me alive. Sometimes, a single kind word. Sometimes, the presence of people who appeared by my side just when I needed them most. There weren’t many of them, but I learned that it doesn’t take a crowd to save a person. Sometimes, all it takes is one kind hand extended at the right moment.

Today, someone might ask me:

"Is it worth fighting for all of this? For a good life? For yourself? For peace?"

I would answer without hesitation:

Yes.

Not because the fight is easy. Not because everything ends happily.

It is worth it because, with every attempt, we reclaim a piece of ourselves the part that violence, fear, and suffering couldn't take away.

And perhaps that is the greatest victory of all.

Not a life without wounds.

But a life where those wounds don't rob us of the ability to love, to dream, and to believe that tomorrow might be a little brighter than yesterday.

That is why, a year from now, I want to feel more than just peace.

I want to look in the mirror and say to the woman I see there:

"Thank you for not giving up."

Each of us carries an invisible backpack. Don’t judge a person by their smile, for they may have been battling their own fear just moments before. Don’t judge a woman for being tired at times; she may have been shouldering the responsibility for her own life and her children’s lives for years.

The kindness we show others is never wasted. Sometimes it comes back to us through complete strangers. Sometimes through a single sentence, a smile, or the simple reassurance that "I am here for you." And if you find yourself in a place today where you feel you no longer have the strength, remember you don’t have to see the whole path right away. It is enough to take one step. Then another. Sometimes, it is precisely from such small steps that the life we ​​once only dared to dream of begins to unfold.

 

Za rok o tej porze chciałabym czuć głęboko pod skórą spokój.

Nie ten chwilowy, który przychodzi i odchodzi wraz z dobrym dniem. Marzę o spokoju, który wypełnia każdą komórkę ciała. O takim, który pozwala zasnąć bez lęku i obudzić się bez ciężaru na sercu. Tęsknię za nim bardziej, niż potrafię wyrazić słowami.

Moja droga nigdy nie była usłana różami. Szłam po niej ostrożnie, często zranionymi stopami. Spotkałam na niej różne oblicza przemocy. Takie, które zostawiają ślady na ciele, ale i takie, których nie widać. Te drugie czasami bolą jeszcze bardziej.

Przez długi czas bałam się, że to wszystko mnie zdefiniuje. Że przestanę być sobą, a stanę się wyłącznie kobietą z trudną przeszłością.

Nie pozwoliłam na to.

Każdego dnia próbowałam ocalić w sobie dobro. Dawać innym ciepło, zrozumienie i życzliwość, nawet wtedy, gdy sama najbardziej ich potrzebowałam. Uczyłam się być łagodna również dla siebie. Nie było to łatwe. Kobiety po przejściach często potrafią wybaczyć całemu światu, tylko nie sobie.

Byłam też matką.

Matką, która każdego dnia starała się osłonić swoje dzieci przed tym, co sama dobrze znała. Nie zawsze mogłam ochronić je przed całym bólem świata, ale zawsze chciałam, żeby wiedziały jedno – że są kochane. Bezwarunkowo.

Nie będę udawać, że zawsze byłam silna.

Bywały dni, kiedy opadałam z sił. Kiedy lęk wracał z taką mocą, że odbierał oddech. Kiedy płakałam, bo nie wiedziałam już, skąd wziąć siłę na kolejny krok. Bywały chwile, gdy rozpacz zaglądała do mojego domu jak nieproszony gość.

A jednak każdego ranka próbowałam wstać.

Czasami trzymała mnie przy życiu nadzieja. Czasami jedno dobre słowo. Czasami obecność ludzi, którzy pojawili się obok mnie wtedy, gdy najbardziej ich potrzebowałam. Nie było ich wielu, ale nauczyłam się, że do uratowania człowieka nie potrzeba tłumu. Czasem wystarczy jedna życzliwa dłoń wyciągnięta we właściwym momencie.

Dzisiaj ktoś mógłby mnie zapytać:

– Czy warto o to wszystko walczyć? O dobre życie? O siebie? O spokój?

Odpowiedziałabym bez wahania:

Tak.

Nie dlatego, że walka jest łatwa. Nie dlatego, że wszystko kończy się szczęśliwie.

Warto dlatego, że z każdą próbą odzyskujemy kawałek siebie. Ten, którego nie udało się odebrać przemocy, lękowi ani cierpieniu.

I może właśnie to jest największe zwycięstwo.

Nie życie bez ran.

Ale życie, w którym rany nie odbierają nam zdolności kochania, marzenia i wierzenia, że jutro może być odrobinę jaśniejsze niż wczoraj.

Dlatego za rok o tej porze chciałabym nie tylko czuć spokój.

Chciałabym spojrzeć w lustro i powiedzieć do kobiety, którą w nim zobaczę:

"Dziękuję, że się nie poddałaś." 

Każdy z nas niesie swój niewidzialny plecak. Nie oceniaj człowieka po tym, jak się uśmiecha, bo być może chwilę wcześniej walczył z własnym lękiem. Nie oceniaj kobiety po tym, że czasem jest zmęczona, bo może od lat niesie odpowiedzialność za życie swoje i swoich dzieci.

Dobro, które dajemy innym, nigdy nie jest stracone. Czasem wraca do nas przez zupełnie obcych ludzi. Czasem przez jedno zdanie, jeden uśmiech, jedno „jestem obok”.

A jeśli dziś jesteś w miejscu, w którym wydaje Ci się, że już nie masz siły, pamiętaj – nie musisz od razu widzieć całej drogi. Wystarczy, że zrobisz jeden krok. Potem kolejny. Czasem właśnie z takich małych kroków rodzi się życie, o którym kiedyś tylko odważyliśmy się marzyć.

Agnieszka

 

Add comment

Comments

There are no comments yet.

Create Your Own Website With Webador