My words have a hidden

Published on 21 April 2026 at 17:49

It's not the first time I've realized that my words have a hidden, sometimes even a hidden meaning. I speak them lightly, as if they were just a moment, a breath, something fleeting—and then I see them sink deeper than I ever intended. A shadow appears in someone's eyes, something unsaid remains in someone's silence. And then I realize that words aren't as innocent as I think.

So I'm learning to speak more carefully. To weigh my sentences before they leave my mouth. To pause a second longer before speaking. Only it's not that easy, because I... speak faster than I think.

This isn't irony. It never was. I don't have the need to hurt anyone, nor that strange satisfaction that malice supposedly brings. I can't be sarcastic with premeditation. If I do hurt, it's more through inattention than intention. Through an excess of sincerity, not a lack thereof.

That's just who I am—natural to the point of pain. Honest in a way that can sometimes be uncomfortable, even for myself. There's no cynicism in me, though the world seems to have tried very hard to instill it in me. Yet something inside me stubbornly resisted and prevented it from growing.

Sometimes I feel like a small child—not in naivety, but in this constant curiosity. I look at people, situations, everyday life, and it all continues to surprise me, fascinate me, draw me in. I want to know more, understand more deeply, experience more deeply. And perhaps that's why my words are like that too—fast, vivid, not fully filtered.

I don't always manage to be attentive. Not because I don't want to. Life simply delights me so much that sometimes I get ahead of myself. I open up before I have time to think. I speak before I consider how it will sound in someone else's world, which, after all, isn't my own.

But I'm learning. Every look, every silence after my words teaches me something. Maybe I'll never become someone who only says what's perfectly balanced and safe. And maybe that's a good thing. Because somewhere between my spontaneity and my attempt at mindfulness lies the truth about me—imperfect, but true. And I... prefer being real to being perfect.

 

Nie pierwszy raz przekonuję się, że moje słowa mają drugie, a czasem nawet trzecie dno. Wypowiadam je lekko, jakby były tylko chwilą, oddechem, czymś ulotnym — a potem widzę, jak zapadają głębiej, niż kiedykolwiek planowałam. W czyichś oczach pojawia się cień, w czyjejś ciszy zostaje coś niewypowiedzianego. I wtedy dociera do mnie, że słowa nie są tak niewinne, jak mi się wydaje.

Uczę się więc mówić ostrożniej. Ważyć zdania, zanim opuszczą moje usta. Zatrzymywać się na sekundę dłużej, zanim coś powiem. Tylko że to wcale nie jest takie proste, bo ja… mówię szybciej, niż myślę.

To nie jest ironia. Nigdy nie była. Nie ma we mnie potrzeby, żeby kogoś zranić ani tej dziwnej satysfakcji, którą podobno daje złośliwość. Nie potrafię być uszczypliwa z premedytacją. Jeśli już ranię, to raczej przez nieuwagę niż zamiar. Przez nadmiar szczerości, nie jej brak.

Taka już jestem — naturalna aż do bólu. Szczera w sposób, który czasem bywa niewygodny, nawet dla mnie samej. Nie ma we mnie cynizmu, choć świat chyba bardzo się starał, żeby go we mnie zaszczepić. A jednak coś we mnie się uparło i nie pozwoliło mu urosnąć.

Czuję się czasem jak małe dziecko — nie w naiwności, ale w tej nieustannej ciekawości. Patrzę na ludzi, na sytuacje, na codzienność i wciąż mnie to wszystko dziwi, fascynuje, wciąga. Chcę wiedzieć więcej, rozumieć głębiej, doświadczać mocniej. I może właśnie dlatego moje słowa też takie są — szybkie, żywe, nie do końca przefiltrowane.

Nie zawsze udaje mi się być uważną. Nie dlatego, że nie chcę. Po prostu życie mnie zachwyca na tyle, że czasem wyprzedzam samą siebie. Otwieram się zanim zdążę się zastanowić. Mówię, zanim pomyślę, jak to zabrzmi w czyimś świecie, który przecież nie jest moim.

Ale uczę się. Każde spojrzenie, każda cisza po moich słowach czegoś mnie uczy. Może nie stanę się nigdy kimś, kto mówi tylko to, co idealnie wyważone i bezpieczne. I może dobrze. Bo gdzieś pomiędzy tą moją spontanicznością a próbą uważności jest prawda o mnie — niedoskonała, ale prawdziwa.

A ja… wolę być prawdziwa niż idealna.

 

Agnieszka

 

Add comment

Comments

There are no comments yet.