Many people don't believe in angels or higher powers. They say you have to see to believe. That the world is only what can be weighed, measured, and contained within logical frameworks.
I do.
I believe because I see more. I feel more. I hear the silence between words and the shiver in the air when someone thinks of someone with longing. I am different. To some, strange. Too sensitive. Too "detached."
But that's not detachment. It's a connection.
Since childhood, I've been receiving signs. Sometimes they come in dreams-the faces of those who have passed away, with a gentle smile and peace in their eyes. Sometimes they come as a sudden warmth in my chest when someone says the name of a loved one. And sometimes simply as a certainty that can't be explained by reason.
Not everyone wants to hear that.
Not everyone is ready for a message from someone who is already dead.
I understand that. Believing in something you can't see takes courage. And accepting that the line between worlds is thinner than we think-even thinner.
Today, I received a sign too.
I was walking, lost in thought, and quite unexpectedly-a white feather fell right at my feet.
There was no wind. There were no birds nearby. It simply fell. Gently. As if someone had placed it there especially for me.
In that same moment, I felt it under my skin. That subtle tingling I knew all too well. A warmth spreading from the back of my neck to my hands. Peace.
An inner certainty that everything would work out for the best. That things that seem tangled today would resolve themselves in due time.
I smiled.
To someone, it was just a feather. A coincidence. A coincidence.
To me, it was the answer.
I picked it up carefully and held it in my hand for a moment. It was soft, almost imperceptible. And yet, it carried the weight of support I so desperately needed.
"Thank you," I whispered.
I gratefully thank the Angels for their care and guidance. For the signs I receive precisely when I begin to doubt. For reminding me that I am not alone-even when the world around me seems deaf to the whispers from Heaven.
Maybe I am different.
Maybe strange to some.
But if "strange" means living with a sense of guidance, in a silence full of meaning, and in trust in an invisible light-I accept it with an open heart.
Because I believe.
I see.
And I feel.
Wielu ludzi nie wierzy w Anioły ani w siły wyższe. Mówią, że trzeba widzieć, żeby uwierzyć. Że świat jest tylko tym, co da się zważyć, zmierzyć i zamknąć w logicznych ramach.
Ja wierzę.
Wierzę, bo widzę więcej. Czuję więcej. Słyszę ciszę między słowami i drżenie powietrza, kiedy ktoś myśli o kimś z tęsknotą. Jestem inna. Dla niektórych dziwna. Zbyt wrażliwa. Zbyt „oderwana”.
Ale to nie jest oderwanie. To połączenie.
Od dziecka odbieram znaki. Czasem przychodzą w snach - twarze tych, którzy już odeszli, z łagodnym uśmiechem i spokojem w oczach. Czasem w postaci nagłego ciepła w klatce piersiowej, kiedy ktoś wypowiada imię bliskiej osoby. A czasem po prostu jako pewność, której nie da się wytłumaczyć rozumem.
Nie wszyscy chcą to słyszeć.
Nie każdy jest gotów na wiadomość od kogoś, kto już nie żyje.
Rozumiem to. Wiara w coś, czego nie widać, wymaga odwagi. A przyjęcie, że granica między światami jest cieńsza, niż nam się wydaje - jeszcze większej.
Dziś też dostałam znak.
Szłam zamyślona i zupełnie niespodziewanie - białe piórko opadło prosto pod moje stopy.
Nie było wiatru. Nie było w pobliżu ptaków. Po prostu spadło. Delikatnie. Jakby ktoś położył je tam specjalnie dla mnie.
W tej samej chwili poczułam to pod skórą. To subtelne mrowienie, które znam aż za dobrze. Ciepło rozlewające się od karku po dłonie. Spokój.
Wewnętrzną pewność, że wszystko ułoży się pomyślnie. Że sprawy, które dziś wydają się splątane, rozwiążą się we właściwym czasie.
Uśmiechnęłam się.
Dla kogoś to tylko piórko. Przypadek. Zbieg okoliczności.
Dla mnie - odpowiedź.
Podniosłam je ostrożnie i przez chwilę trzymałam w dłoni. Było miękkie, prawie niewyczuwalne. A jednak niosło w sobie ciężar wsparcia, którego tak bardzo potrzebowałam.
- Dziękuję - wyszeptałam.
Z wdzięcznością dziękuję Aniołom za opiekę i prowadzenie. Za znaki, które dostaję dokładnie wtedy, gdy zaczynam wątpić. Za to, że przypominają mi, iż nie jestem sama - nawet wtedy, gdy świat wokół wydaje się głuchy na szept z Nieba.
Może jestem inna.
Może dla niektórych dziwna.
Ale jeśli „dziwność” oznacza życie w poczuciu prowadzenia, w ciszy pełnej znaczeń i w zaufaniu do niewidzialnego światła - przyjmuję to z sercem otwartym.
Bo ja wierzę.
Widzę.
I czuję.
Agnieszka
Add comment
Comments