The end of the year

Published on 25 December 2025 at 14:28

The end of the year always comes to me more quietly than I expect. As if it didn't want to disturb what was still unfinished within me. Then I sit down with myself—without rushing, without a plan—and let my thoughts flow. It was a difficult year. At times, so much so that I was breathless. And yet, today, I see that every bit of it taught me something.
I am grateful. For the lessons that hurt. For the sadness that taught me tenderness towards myself. For the difficulties that exposed my strength. For the smiles, the joy, for the care and human closeness, but also for rejection—because it showed me where my home isn't. I am grateful for the smallest things: for a morning without tears, for the warmth of tea in my hands, for the moments of silence where I could finally hear myself.
I breathe.
With each inhale, I embrace peace.
With each exhale, I release tension.
I feel my body slowly letting go of what held too tightly. I let go of what I no longer need. I let go of the thoughts that held me back, that told me I wasn't enough, that I needed more, faster, different. They weren't me.
I release the burden I've carried for too long.
I give up everything that's no longer mine.
My heart becomes lighter. I really feel it—as if someone had lifted a cloak that was too tight. And life... life becomes more beautiful again. Not perfect. Real. Soft where it was rough before.
I accept what I can't change. I stop fighting what has already happened. With love, I loosen my grip on control and allow life to flow as it will—naturally, without tugging. I move forward with trust. Slowly. I already know I don't have to run.
I choose peace over fear.
I choose lightness over weight.
I choose freedom over attachment.
At the end of the year, I don't ask for more. What is true is enough for me. What is quiet. What is mine.
I let go.
I release.
I love.

 

Koniec roku zawsze przychodzi do mnie ciszej, niż się spodziewam. Jakby nie chciał przeszkadzać w tym, co we mnie jeszcze niedomknięte. Siadam wtedy sama ze sobą — bez pośpiechu, bez planu — i pozwalam myślom płynąć. To był trudny rok. Momentami tak bardzo, że brakowało mi tchu. A jednak dziś widzę, że każdy jego fragment coś mi dał.
Jestem wdzięczna. Za lekcje, które bolały. Za smutek, który nauczył mnie czułości wobec samej siebie. Za trudności, które obnażyły moją siłę. Za uśmiechy, radość, za troskę i ludzką bliskość, ale też za odrzucenie — bo ono pokazało mi, gdzie nie jest mój dom. Składam wdzięczność za najmniejsze rzeczy: za poranek bez łez, za ciepło herbaty w dłoniach, za momenty ciszy, w których wreszcie mogłam siebie usłyszeć.
Oddycham.
Z każdym wdechem przyjmuję spokój.
Z każdym wydechem uwalniam napięcie.
Czuję, jak ciało powoli puszcza to, co trzymało zbyt mocno. Odpuszczam to, czego już nie potrzebuję. Pozwalam odejść myślom, które mnie blokowały, które mówiły, że nie jestem dość, że muszę bardziej, szybciej, inaczej. One nie są mną.
Uwalniam ciężar, który nosiłam zbyt długo.
Oddaję wszystko, co już nie jest moje.
Serce staje się lżejsze. Naprawdę to czuję — jakby ktoś zdjął ze mnie zbyt ciasny płaszcz. A życie… życie znów robi się piękniejsze. Nie idealne. Prawdziwe. Miękkie tam, gdzie wcześniej było szorstkie.
Akceptuję to, czego nie mogę zmienić. Przestaję walczyć z tym, co już się wydarzyło. Z miłością rozluźniam chwyt kontroli i pozwalam życiu płynąć tak, jak chce — naturalnie, bez szarpania. Z ufnością idę naprzód. Powoli. Już wiem, że nie muszę biec.
Wybieram spokój zamiast lęku.
Wybieram lekkość zamiast ciężaru.
Wybieram wolność zamiast przywiązania.
Na koniec roku nie proszę o więcej. Wystarczy mi to, co prawdziwe. To, co ciche. To, co moje.
Odpuszczam.
Uwalniam.
Kocham.

 

Agnieszka

 

 

Add comment

Comments

Ewa
14 days ago

Agnieszko, to bardzo piękne i mądre co napisałaś. Świetna obserwacja tego co jest w głębi… i jak to przenieść na zewnątrz.
Pozdrawiam i życzę Ci dużo szczęścia

Agnieszka
14 days ago

Dziękuję Ewo😊

Create Your Own Website With Webador