Satoshi Yagisawa's books

Published on 16 December 2025 at 21:45

I fell in love with Satoshi Yagisawa's books, quietly, like a rainy morning that suddenly feels like home. First there was one story, then another, until I finally realized I wasn't just reading stories anymore. I was entering them. I'd take off my shoes at the threshold of sentences, sit on the floor between paragraphs, and stay there longer than I planned.
Like his heroines, I could live in a small room above a second-hand bookstore. I could see it clearly: the narrow stairs creaking underfoot, the smell of old paper wafting like a promise, the window overlooking a street that never seems to rush. The room would be modest - a bed, a desk, a bookshelf that's always too small but perfectly adequate. Because true space would only begin when I opened a book.
I would travel every day. Without a suitcase, without a map. One moment I'd be in a small town where people speak in half-words, another in a café where someone is making the most important decision of their life. Sometimes I'd come back tired, with a heart heavy from the fates of others, and sometimes light, as if someone had left me hope between the pages.
In the evenings, I'd sit on the floor of the second-hand bookstore, helping to organize books, even though I knew that books couldn't be completely organized. They choose when they wanted to be found. I'd cherish that moment when someone entered hesitantly, said, "I'll just look around," and left with a volume under their arm and a thought that haunted them.
I think that in such a life, I would learn patience. And mindfulness. That loneliness isn't always emptiness, and that silence can speak louder than conversations. Books would also teach me that everyone has a story even me, sitting in the small room above the second-hand bookstore, with tea cooling on the windowsill.
I fell in love with these books because they showed me that you don't have to go far to travel. All you have to do is open a door. Or a cover.

 

Zakochałam się w książkach Satoshi Yagisawa cicho jak w deszczowy poranek, który nagle okazuje się domem. Najpierw była jedna historia, potem druga, aż w końcu zrozumiałam, że nie czytam już tylko opowieści - ja do nich wchodzę. Zdejmuję buty przy progu zdań, siadam na podłodze między akapitami i zostaję tam dłużej, niż planowałam.
Tak jak jego bohaterki, mogłabym zamieszkać w małym pokoju nad antykwariatem. Widzę go wyraźnie: wąskie schody skrzypiące pod stopami, zapach starego papieru unoszący się jak obietnica, okno wychodzące na ulicę, która nigdy się nie spieszy. Pokój byłby skromny - łóżko, biurko, regał, który zawsze jest za mały ale wystarczyłby mi w zupełności. Bo prawdziwa przestrzeń zaczynałaby się dopiero wtedy, gdy otwierałabym książkę.
Każdego dnia odbywałabym podróże. Bez walizki, bez mapy. Raz byłabym w małym miasteczku, gdzie ludzie mówią półsłówkami, innym razem w kawiarni, w której ktoś właśnie podejmuje najważniejszą decyzję swojego życia. Czasem wracałabym zmęczona, z sercem ciężkim od cudzych losów, a czasem lekka, jakby ktoś zostawił mi między stronami nadzieję.
Wieczorami siedziałabym na podłodze antykwariatu, pomagając porządkować książki, choć tak naprawdę wiedziałabym, że książek nie da się uporządkować do końca. One same wybierają, kiedy chcą być znalezione. Lubiłabym ten moment, gdy ktoś wchodzi niepewnie, mówi „tylko się rozejrzę”, a wychodzi z tomem pod pachą i myślą, która nie daje spokoju.
Myślę, że w takim życiu nauczyłabym się cierpliwości. I uważności. Tego, że samotność nie zawsze jest pustką, a cisza potrafi mówić więcej niż rozmowy. Książki nauczyłyby mnie też, że każdy ma swoją historię - nawet ja, siedząca w małym pokoju nad antykwariatem, z herbatą stygnącą na parapecie.
Zakochałam się w tych książkach, bo pokazały mi, że nie trzeba uciekać daleko, żeby podróżować. Wystarczy otworzyć drzwi. Albo okładkę.

 

Agnieszka

Add comment

Comments

Dolores
23 days ago

Magical. I dream like that sometimes too♥️

Create Your Own Website With Webador