So I'll tell you a story I've carried with me for a long time-a story about how I matured not only with years, but also with my heart.
I once believed that the world was spinning fast, and I had to run with it, even if I was out of breath. I thought that impressions, flashes of light, first impressions, the effect, were what mattered. Only later did I begin to understand that the older you are, the more you appreciate a hug-a simple, leisurely one, where you feel someone is truly there. No one had explained this to me before. I had to grow into it myself.
The older I get, the more I see how much selfless help means. I used to think that everything had to be repaid, that nothing comes for free. Today I know that the most beautiful gestures are those that don't expect anything.
And listening-oh, that's a treasure. Sometimes one attentive "speak, I listen" is remembered for years.
As I got older, I stopped believing in appearances. I've shed the masks I wore to fit in, to look good, to avoid disappointing someone. Now I know that honesty and straightforwardness are worth more than any act. Whoever likes me, likes the real me. The rest was just a lesson.
I also increasingly feel the importance of the time another person gives us. It's the greatest gift we can give each other. It can't be returned, bought, or made up for. If someone gives me their time, I treat it as the most tender form of love.
And speaking of love-for a long time, I confused it with fireworks. With flashes, with euphoria, with loud declarations. Only life taught me that true love is the kind that lasts when things are bad, ugly, difficult. The kind that doesn't run away when the lights go out. Fireworks always fly up, make noise, flash… and disappear. Love remains.
And perhaps what touches me most today is the realization that the world is becoming increasingly lonely. People lock themselves away in their own microcosms, sometimes not even by choice, but out of fear.
That's why I know it takes immense luck to find a kindred spirit-someone who hears what I'm not saying, understands between the lines, who is silent around me so that I feel peace.
Maybe that's why I walk through life more slowly today. With greater attention. Because I now know what truly matters.
And I also know that if I meet that one, the right soul-I will hug them tightly, listen, and give them my time. Because that's what the years have taught me: to be truly there for someone.
Opowiem ci więc historię, którą noszę w sobie od dawna — historię o tym, jak dojrzewałam nie tylko latami, ale i sercem.
Kiedyś wierzyłam, że świat kręci się szybko, a ja muszę biec razem z nim, nawet jeśli brakowało mi tchu. Wydawało mi się, że ważne są wrażenia, błysk, pierwsze wrażenie, efekt. Dopiero później zaczęłam rozumieć, że im człowiek starszy, tym bardziej docenia przytulenie - takie zwykłe, nieśpieszne, w którym czuję, że ktoś jest naprawdę obok. Nikt mi tego wcześniej nie tłumaczył. Sama musiałam do tego dorosnąć.
Im starsza jestem, tym lepiej widzę, jak wiele znaczy bezinteresowna pomoc. Kiedyś myślałam, że wszystko trzeba odpłacić, że nie ma nic za darmo. Dziś wiem, że najpiękniejsze gesty są właśnie te, które niczego nie oczekują.
I wysłuchanie - o, to dopiero skarb. Czasem jedno uważne “mów, słucham” pamięta się latami.
Z wiekiem przestałam wierzyć w pozory. Zrzuciłam maski, które zakładałam, żeby pasować, żeby wypaść dobrze, żeby kogoś nie rozczarować. Teraz wiem, że szczerość i prostolinijność są warte więcej niż jakakolwiek gra. Kto mnie lubi - lubi mnie prawdziwą. Reszta była tylko lekcją.
Coraz mocniej czuję też wagę czasu poświęconego przez drugą osobę. To największy dar, jaki możemy sobie ofiarować. Tego nie da się zwrócić, nie da się kupić ani nadrobić. Jeśli ktoś daje mi swój czas, traktuję to jak najczulszą formę miłości.
A skoro o miłości - długo myliłam ją z fajerwerkami. Z błyskiem, z euforią, z głośnymi deklaracjami. Dopiero życie nauczyło mnie, że prawdziwa miłość to ta, która trwa, kiedy jest źle, brzydko, trudno. Ta, która nie ucieka, kiedy gasną światła. Fajerwerki zawsze lecą w górę, robią hałas, błyskają… i znikają. Miłość zostaje.
I chyba najbardziej dotyka mnie dziś świadomość, że świat robi się coraz bardziej samotny. Ludzie zamykają się w swoich mikrokosmosach, czasem nawet nie z wyboru, tylko z lęku. Dlatego wiem, że potrzeba ogromnego szczęścia, żeby trafić na bratnią duszę - kogoś, kto usłyszy to, czego nie mówię, zrozumie między wierszami, kto przy mnie milczy tak, że czuję spokój.
Może dlatego dziś chodzę przez życie wolniej. Z większą uwagą. Bo już wiem, co naprawdę ma wartość.
I wiem też, że jeśli spotkam tę jedną, właściwą duszę - przytulę ją mocno, wysłucham, dam swój czas. Bo na tym polega to, czego nauczyły mnie lata: być dla kogoś prawdziwie.
Agnieszka
Add comment
Comments