Dating these days

Published on 3 December 2025 at 00:24

Dating these days is tiring me out more than I'd ever like to admit. Sometimes I feel like, instead of getting to know people, I'm just flipping through character sheets from some strange game-some more colorful, others completely empty inside. Everything happens in this virtual world that pretends to be close, but in reality, it's like a cracked mirror: it reflects, but never quite truly.
I write a message, I receive a heart. I send a smile, I get a twinkle. And something seems to be happening… and yet nothing happens. Emotions come too fast, as if someone has sped up the pace and forced me to immediately validate feelings I haven't even touched yet. I have to judge people I only know through pixels. I have to categorize them into some kind of box: "worth it," "not worth it," "maybe." It's exhausting. Inhumane, even.Because how am I supposed to recognize truth in a world built on filters, masks, and idealized descriptions? How can I distinguish sincerity from well-packaged illusion? And at the same time-how can we avoid falling into paranoia when, after all, behind this illusion, there actually is someone real, warm, genuine?
I often wonder how real it all is, and how much it resembles an optical illusion. Like a rainbow over the road after rain: beautiful, intense, but one step closer and it disappears. In moments like these, I ask myself the most difficult question:
Is it possible to transfer something illusory into the real world? I'd like to believe so. That sometimes behind these short messages and spontaneous conversations, there's someone who's also tired of pretending. That when we finally decide to step out of this virtual maze, take our imperfect selves and place them in front of each other, this whole illusion will either begin to crack... or transform into something real.
Because maybe magic isn't about finding someone perfectly suited to my imagination. Perhaps it's about testing whether two people-previously existing only behind a screen-have the courage to cross the line between the world of created illusion and the world where you can hear breathing, feel nervous smiles, and see unfiltered eyes.
And there's a smoldering conviction that truth exists-even if it begins with illusion.

 

Randkowanie w obecnych czasach męczy mnie bardziej, niż kiedykolwiek chciałabym przyznać. Czasem mam wrażenie, że zamiast poznawać ludzi, przerzucam tylko karty postaci z jakiejś dziwnej gry - jedne bardziej kolorowe, inne kompletnie puste w środku. Wszystko dzieje się w tym wirtualnym świecie, który udaje bliskość, a tak naprawdę jest jak lustro z pęknięciem: niby odbija, ale nigdy do końca nie jest prawdziwie.
Piszę wiadomość, dostaję serduszko. Wysyłam uśmiech, dostaję ognik. I niby coś się dzieje… a jednak nic się nie dzieje. Emocje przychodzą za szybko, jakby ktoś podkręcił tempo i kazał mi natychmiast weryfikować uczucia, których jeszcze nawet nie dotknęłam. Ocenić ludzi, których znam tylko z pikseli. Zakwalifikować ich do jakiegoś zbioru: „warto”, „nie warto”, „może”.
To męczące. Nieludzkie wręcz.
Bo jak mam rozpoznać prawdę w świecie, który został zbudowany na filtrach, maskach i wyidealizowanych opisach? Jak odróżnić szczerość od dobrze opakowanej iluzji? A jednocześnie - jak nie wpaść w paranoję, kiedy przecież czasem za tą iluzją faktycznie kryje się ktoś prawdziwy, ciepły, nieudawany?
Często zastanawiam się, na ile to wszystko jest realne, a na ile przypomina złudzenie optyczne. Jak tęcza nad jezdnią po deszczu: piękna, intensywna, ale wystarczy podejść krok bliżej i już znika.
W takich chwilach zadaję sobie najtrudniejsze pytanie:
Czy da się przenieść coś iluzorycznego do świata realnego?
Chciałabym wierzyć, że tak. Że czasem za tymi krótkimi wiadomościami i spontanicznymi rozmowami stoi ktoś, kto też ma dość udawania. Że kiedy wreszcie zdecydujemy się wyjść z tego wirtualnego labiryntu, zabrać nasze niedoskonałe „ja” i postawić je naprzeciw siebie, to ta cała iluzja zacznie albo pękać… albo zamieniać się w coś prawdziwego.
Bo może magia nie polega na tym, by znaleźć kogoś idealnie dopasowanego do mojego wyobrażenia.
Może polega na tym, by sprawdzić, czy dwie osoby - dotąd istniejące tylko za ekranem - mają odwagę przekroczyć granicę między światem stworzonej ułudy a światem, w którym słychać oddech, czuć nerwowy uśmiech i widać oczy bez filtra.
I tli się przekonanie, że prawda istnieje - nawet jeśli zaczyna się od iluzji.

 

Agnieszka

Add comment

Comments

There are no comments yet.

Create Your Own Website With Webador