There was a time when I truly believed I could conquer any mountain

Published on 25 August 2026 at 21:12

There was a time when I truly believed I could conquer any mountain. Not because I was stronger than others. I simply woke up every morning feeling that life lay ahead of me, and that I held a map in my hands on which I could chart my own path. I had plans, dreams, and that beautiful, if sometimes naive, certainty that if I wanted something badly enough, all it took was believing hard enough, working hard, and never looking back. But then another day would come, and suddenly that same mountain seemed unconquerable. I would wonder if my plans made sense, or if my dreams were merely a construct to help me tame the future. I questioned whether I was truly ready for what I so deeply desired. There were mornings when I felt brimming with strength, and evenings when even the simplest decisions seemed too difficult. For a long time, I thought these doubts meant I was failing. Today, I know they simply meant I was human. After all, life is made up of questions that don’t always have answers of uncertainties, changes, and situations we cannot foresee. Sometimes, a single conversation, a sentence spoken by the right person, or a completely unexpected message is enough to shake the very foundations of the world we’ve spent months or years building. Mine was shaken, too. For a moment, I looked at my life and no longer knew what was real and what was merely a figment of my imagination. What I had taken for granted turned out to be an illusion. People I trusted revealed different sides of themselves. Plans that had seemed all but certain suddenly fell apart. And the future, which I had previously been able to imagine down to the smallest detail, suddenly became a blank slate. I remember that what hurt the most back then wasn't what I had lost. It was having to admit to myself that I didn't have as much control over my life as I had thought. I tried to find the answer to the question: why? Why could someone disrupt my peace with a single move? Why could a person I had given a place in my world simply walk away, leaving a void behind? Why do dreams sometimes fall apart just when we are convinced we are close to realizing them? I never found a single answer. And I suppose I don't need one anymore. For I realized something more important. Not everything we lose was meant to last forever. Not everyone who enters our lives is meant to stay until the end. Not every plan has to come to fruition to have meaning. Sometimes a dream leads us to a place we never would have reached without it, even if it ultimately comes true in a completely different form. That is why I still dream. I still make plans. I still find myself believing I can move mountains. And when doubts catch up with me the next day, I no longer treat them like an enemy. I sit beside them and let them be. I know they can pass, just like many a storm I once was certain I wouldn't survive. I’ve also learned that it’s worth leaving a little room in life for surprises. For a change of direction. For people who arrive suddenly and leave just as quickly. For doors that close, even though we were convinced our happiness lay just beyond them. Because the truth is, we walk the rest of the journey primarily with ourselves. People may walk alongside us. They may love, support, inspire, or hurt us, or teach us something. They might stay for a year, ten years, or a lifetime. Yet, the most important relationship we have is the one with ourselves. That is why, today, my priority is to be friends with myself. I don’t always have to be strong. I don’t always have to know where I’m headed. I don’t need to have ready made answers or prove to the world that I have everything under control. It is enough that, when I fall, I don’t turn my back on myself; that when I doubt, I don’t tell myself I am weak; and that when something ends, I allow myself to grieve without letting that sorrow rob me of the belief that something good might still lie ahead. For life is not a straight line; it is a journey where sometimes the sun shines, sometimes it rains, and sometimes the next bend in the road remains hidden for a long time. Yet, I keep walkingwith doubts in my pocket and hope in my heart. I do not know which of my dreams will come true. I do not know who will stay by my side for the long haul. I do not know how many times I will have to start over. But I know one thing: I do not want to stop believing just because something once turned out to be an illusion. I do not want to stop loving life just because someone hurt me. I do not want to stop dreaming just because not every dream came true. Because perhaps that is what adulthood is all about not ceasing to believe, but learning to believe more wisely. And if I could say something to anyone currently experiencing their own moment of doubt, I would say: don’t write yourself off just because things didn’t go the way you planned. Don’t mistake the end of one story for the end of your whole life.

You have the right not to know. You have the right to be afraid. You have the right to change your mind, change your path, and start over. Just don't stop being on your own side. Because when everything else changes, when people leave, plans crumble, and certainties turn to questions, you remain. And that's when you need yourself most. That's why I try to choose hope every day. Not because I believe everything will always be alright. But because I believe that even when things aren't going well, something beautiful can still happen. And the mountains? I still want to conquer them. Even if sometimes I have to sit on their slopes first, rest, wipe away my tears, and remind myself why I set out on this journey in the first place. Because maybe it's not about never doubting. Maybe it's about moving forward despite doubt.

 

Był taki czas, kiedy naprawdę wierzyłam, że mogę zdobyć każdą górę. Nie dlatego, że byłam silniejsza od innych. Po prostu każdego ranka budziłam się z poczuciem, że życie jest przede mną, a ja mam w rękach mapę, na której mogę zaznaczyć własną drogę. Miałam plany, marzenia i tę piękną, czasem naiwną pewność, że jeśli czegoś bardzo chcę, wystarczy wystarczająco mocno wierzyć, pracować i nie oglądać się za siebie. A potem przychodził kolejny dzień i nagle ta sama góra wydawała się nie do zdobycia. Zastanawiałam się, czy moje plany mają sens, czy marzenia nie są tylko wymysłem, którym próbuję oswoić przyszłość. Czy naprawdę jestem gotowa na to, czego tak bardzo pragnę. Bywały poranki, kiedy miałam w sobie mnóstwo siły, i takie wieczory, kiedy najprostsze decyzje wydawały mi się zbyt trudne. Długo myślałam, że te wątpliwości oznaczają, że przegrywam. Dzisiaj wiem, że oznaczały tylko, że jestem człowiekiem. Życie zbudowane jest przecież z pytań, na które nie zawsze dostajemy odpowiedzi. Z niepewności, zmian i sytuacji, których nie potrafimy przewidzieć. Czasem wystarczy jedna rozmowa, jedno zdanie wypowiedziane przez właściwą osobę albo wiadomość, której zupełnie się nie spodziewamy, żeby świat, który budowaliśmy miesiącami czy latami, nagle zachwiał się w posadach. Mnie też się zachwiał. Przez chwilę patrzyłam na swoje życie i nie wiedziałam już, co jest prawdą, a co tylko moim wyobrażeniem. To, co brałam za pewnik, okazało się iluzją. Ludzie, którym ufałam, pokazali mi swoje inne twarze. Plany, które wydawały się niemal przesądzone, przestały nimi być. A przyszłość, którą wcześniej potrafiłam sobie wyobrazić z najdrobniejszymi szczegółami, nagle stała się białą kartką. Pamiętam, że wtedy najbardziej bolało mnie nie to, co straciłam. Bolało mnie to, że musiałam przyznać sama przed sobą, iż nie miałam takiej kontroli nad swoim życiem, jak mi się wydawało. Próbowałam znaleźć odpowiedź na pytanie: dlaczego? Dlaczego ktoś może jednym ruchem zaburzyć mój spokój? Dlaczego człowiek, któremu dałam miejsce w swoim świecie, może z niego odejść, pozostawiając po sobie pustkę? Dlaczego marzenia czasem rozpadają się właśnie wtedy, kiedy jesteśmy przekonani, że jesteśmy blisko ich spełnienia? Nie znalazłam jednej odpowiedzi. I chyba już jej nie potrzebuję. Zrozumiałam bowiem coś ważniejszego. Nie wszystko, co tracimy, było przeznaczone na zawsze. Nie każdy człowiek, który pojawia się w naszym życiu, ma zostać w nim do końca. Nie każdy plan musi się spełnić, żeby miał sens. Czasami marzenie prowadzi nas w miejsce, do którego nigdy nie dotarlibyśmy bez niego, nawet jeśli ostatecznie spełnia się w zupełnie innej formie. Dlatego nadal marzę. Nadal planuję. Nadal zdarza mi się wierzyć, że mogę zdobywać góry. A kiedy następnego dnia dopadają mnie wątpliwości, już nie traktuję ich jak wroga. Siadam obok nich i pozwalam im być. Wiem, że mogą minąć tak samo, jak minęła niejedna burza, której kiedyś byłam pewna, że nie przetrwam. Nauczyłam się też, że w życiu warto zostawiać trochę miejsca na niespodzianki. Na zmianę kierunku. Na ludzi, którzy przychodzą nagle i odchodzą równie szybko. Na drzwi, które się zamykają, choć byliśmy przekonani, że właśnie za nimi znajduje się nasze szczęście. Bo prawda jest taka, że do końca drogi idziemy przede wszystkim sami ze sobą. Ludzie mogą nam towarzyszyć. Mogą nas kochać, wspierać, inspirować, ranić, czegoś nauczyć. Mogą zostać na rok, dziesięć lat albo całe życie. Ale nawet wtedy najważniejszą relację tworzymy z samym sobą. I dlatego dzisiaj najbardziej zależy mi na tym, żeby być ze sobą w przyjaźni. Nie zawsze muszę być silna. Nie zawsze muszę wiedzieć, dokąd zmierzam. Nie muszę mieć gotowych odpowiedzi ani udowadniać światu, że wszystko mam pod kontrolą. Wystarczy, że kiedy upadnę, nie odwrócę się od siebie. Że kiedy zwątpię, nie powiem sobie, że jestem słaba. Że kiedy coś się skończy, pozwolę sobie przeżyć smutek, ale nie pozwolę mu odebrać mi wiary w to, że przede mną może wydarzyć się coś dobrego. Bo życie nie jest linią prostą. Jest raczej drogą, na której czasem świeci słońce, czasem pada deszcz, a czasem długo nie widać nawet następnego zakrętu. Mimo wszystko idę. Z wątpliwościami w kieszeni i nadzieją w sercu. Nie wiem, które z moich marzeń się spełnią. Nie wiem, którzy ludzie zostaną ze mną na dłużej. Nie wiem, ile razy jeszcze będę musiała zaczynać od nowa. Ale wiem jedno. Nie chcę przestać wierzyć tylko dlatego, że coś kiedyś okazało się iluzją. Nie chcę przestać kochać życia tylko dlatego, że ktoś mnie zranił. Nie chcę przestać marzyć tylko dlatego, że nie każde marzenie się spełniło. Bo może właśnie na tym polega dorosłość — nie na tym, żeby przestać wierzyć, ale żeby nauczyć się wierzyć mądrzej. I jeśli mogłabym powiedzieć coś każdemu, kto właśnie przeżywa swój własny moment zwątpienia, powiedziałabym: nie przekreślaj siebie tylko dlatego, że coś nie potoczyło się tak, jak planowałaś. Nie myl końca jednej historii z końcem całego życia. Masz prawo nie wiedzieć. Masz prawo się bać. Masz prawo zmienić zdanie, zmienić drogę i zacząć od nowa. Tylko nie przestawaj być po swojej stronie. Bo kiedy wszystko inne się zmienia, kiedy ludzie odchodzą, plany się rozpadają, a pewność zamienia się w pytania, zostajesz Ty. I właśnie wtedy najbardziej potrzebujesz siebie. Dlatego każdego dnia próbuję wybierać nadzieję. Nie dlatego, że wierzę, iż wszystko zawsze będzie dobrze. Tylko dlatego, że wierzę, iż nawet wtedy, kiedy nie jest dobrze, może jeszcze wydarzyć się coś pięknego. A góry? Wciąż chcę je zdobywać. Nawet jeśli czasem muszę najpierw usiąść na ich zboczu, odpocząć, otrzeć łzy i przypomnieć sobie, po co właściwie ruszyłam w drogę. Bo może nie chodzi o to, żeby nigdy nie zwątpić. Może chodzi o to, żeby mimo zwątpienia iść dalej.

 

Agnieszka 

Add comment

Comments

There are no comments yet.

Create Your Own Website With Webador