I feel a familiar tension within me, that hot throbbing beneath my ribs as anger tries to take over. There's something seductive about anger-it feeds on my pride, whispering that I have the right to turn away, slam the door, build a wall high enough so that no one can reach my wounded heart. But for some time now, I've known it was just an illusion.
Standing by the window, watching the day gently fade into evening, I suddenly felt all that anger melt inside me like snow on my hand. It's passing. Everything is passing. And in that one quiet moment, a realization came-so clear I had to close my eyes.
Why waste time turning my back? Why lock myself away when just a moment ago I'd longed for closeness so desperately?
Why give my strength to emotions that fade faster than I could name them? I took a deep breath. In that breath, I felt myself-the real me, not the one swept away by anger, but the quiet, peaceful me that has always been somewhere deeper. My soul… it's beyond all this. It knows it's not worth waging war where even a single seed of good can be planted.
Even if my heart is a little broken-maybe that's why I should be gentler. For myself first and foremost. Because in harmony with myself, I am stronger than all the anger in the world.
I smiled at my reflection in the window. Instead of closing the door, I open it a crack. Instead of turning my back, I look up.
Instead of nurturing anger, I choose goodness-so quiet, yet stubborn. Because I already know that what I give comes back.
And I want to return to myself-whole, peaceful, true.
Czuje w sobie znajome napięcie, to gorące pulsowanie pod żebrami, kiedy złość próbuje przejąć stery. Gniew ma w sobie coś uwodzicielskiego - karmi się moją dumą, podszeptuje, że mam prawo się odwrócić, zatrzasnąć drzwi, zbudować mur wysoki na tyle, by nikt już nie dosięgnął mojego zranionego serca. Ale od pewnego czasu wiem już, że to tylko iluzja.
Stojąc przy oknie, patrząc jak dzień łagodnie przechodzi w wieczór, poczułam nagle, jak cała ta złość rozpuszcza się we mnie jak śnieg na dłoni. Przemija. Wszystko przemija. I w tej jednej cichej chwili przyszła refleksja - tak wyraźna, że aż musiałam zamknąć oczy. Po co marnować czas na odwracanie się plecami? Po co zamykać się, skoro jeszcze przed chwilą tak bardzo pragnęłam bliskości? Po co oddawać siłę emocjom, które gasną szybciej, niż zdążę je nazwać? Wzięłam głęboki oddech. W tym oddechu poczułam siebie - prawdziwą, nie tą porywaną przez gniew, ale tę cichą, spokojną, która zawsze była gdzieś głębiej. Moja dusza… ona jest ponad tym wszystkim. Ona wie, że nie warto toczyć wojny tam, gdzie można posadzić choć jedno ziarnko dobra.
Nawet jeśli serce mam trochę złamane - może właśnie dlatego powinnam być łagodniejsza. Dla siebie przede wszystkim. Bo w zgodzie ze sobą jestem silniejsza niż wszystkie gniewy świata. Uśmiechnęłam się do swojego odbicia w szybie. Zamiast zamykać drzwi, uchylam je. Zamiast odwracać się plecami, podnoszę wzrok. Zamiast pielęgnować złość, wybieram dobro - takie ciche, ale uparte. Bo wiem już, że to, co daję, wraca. A ja chcę wracać do siebie - całej, spokojnej, prawdziwej.
Agnieszka
Add comment
Comments