Life's too short not to believe in magic-I repeat this to myself every day, partly like a mantra, partly like a promise to myself. And the longer I live, the more I see that this magic doesn't have to take the form of a sparkling fairy or a storm of fireworks. Sometimes it's quiet. Delicate. It appears when you least expect it and changes everything.
So I allow myself to be amazed. Often. Perhaps more often than is appropriate for an adult woman, but I've stopped caring. I used to pretend that nothing moved me, that I was resilient, practical, and down-to-earth. And today? Today, I can burst into tears at the sight of a beautiful sky or smile at a random passerby, because I believe that such small sparks can brighten someone's day.
For some time now, I've noticed something new within myself-a soft willingness to accept goodness, even if it appears unexpectedly. I allow myself to believe that everything can turn out better than I imagined. And you know what? When a person starts thinking this way, the world truly changes. As if they finally dare to show their softer side.
Sometimes I wake up in the morning and feel something intangible hangs in the air, something that can change the course of the day. As if reality were whispering, "Don't worry, it'll be alright. Even better than you think."
And it's not always about big events. Sometimes it's a random conversation, a kind word, a look that holds me for a moment longer than it should. Sometimes it's the feeling that someone is thinking of me with concern. Sometimes it's just a warm cup of tea drunk in silence, exactly when I need it.
My belief in magic is simple-I believe that life can surprise me. That not everything that's best has already happened. That something beautiful is on the way, even if I can't see it yet. And when doubt creeps in, when my heart begins to tremble, I return to this one thought: life is too short not to believe that tomorrow might bring a miracle.
And perhaps that's why I keep moving forward-sometimes cautiously, sometimes with my heart in my hand—but always with that quiet, stubborn hope that the world can be more kind than I imagine.
Or maybe that's magic.
Życie jest zbyt krótkie, by nie wierzyć w magię - powtarzam to sobie codziennie, trochę jak mantrę, a trochę jak obietnicę złożoną samej sobie. I im dłużej żyję, tym bardziej widzę, że ta magia wcale nie musi mieć postaci błyszczącej wróżki ani burzy fajerwerków. Czasem jest cicha. Delikatna. Pojawia się w najmniej oczekiwanym momencie i zmienia wszystko.
Pozwalam sobie więc na zachwyt. Często. Może częściej, niż wypada dorosłej kobiecie, ale przestałam się tym przejmować. Kiedyś udawałam, że nic mnie nie wzrusza, że jestem odporna, praktyczna i twardo stąpam po ziemi. A dziś? Dziś potrafię rozpłakać się na widok pięknego nieba albo uśmiechnąć się do przypadkowego przechodnia, bo wierzę, że takie małe iskry potrafią rozświetlić czyjś dzień.
Od pewnego czasu zauważyłam w sobie coś nowego - taką miękką gotowość, by przyjąć dobro, nawet jeśli pojawia się niespodziewanie. Pozwalam sobie wierzyć, że wszystko może ułożyć się lepiej, niż to sobie wyobrażałam. I wiesz co? Kiedy człowiek zaczyna tak myśleć, świat naprawdę się zmienia. Jakby wreszcie odważył się pokazać swoją łagodniejszą stronę.
Zdarza się, że budzę się rano i czuję, że w powietrzu wisi coś nieuchwytnego, coś, co może odmienić bieg dnia. Jakby rzeczywistość szeptała: „Spokojnie, będzie dobrze. Jeszcze lepiej, niż myślisz.”
I nie zawsze chodzi o wielkie wydarzenia. Czasem to przypadkowa rozmowa, dobre słowo, spojrzenie, które zatrzymuje mnie na chwilę dłużej, niż powinno. Czasem to uczucie, że ktoś myśli o mnie z troską. Czasem po prostu ciepła herbata wypita w ciszy, dokładnie wtedy, kiedy jej potrzebuję.
Moja wiara w magię jest prosta - wierzę, że życie potrafi mnie zaskoczyć. Że nie wszystko, co najlepsze, już się wydarzyło. Że w drodze jest coś pięknego, nawet jeśli jeszcze tego nie widzę.
A kiedy dopada mnie zwątpienie, kiedy serce zaczyna drżeć, wracam do tej jednej myśli: życie jest za krótkie, żeby nie wierzyć, że jutro może przynieść cud.
I chyba właśnie dlatego idę naprzód - czasem ostrożnie, czasem z sercem na dłoni - ale zawsze z tą cichą, upartą nadzieją, że świat potrafi być łaskawszy, niż go sobie wyobrażam.
A może to właśnie jest magia.
Agnieszka
Add comment
Comments