I don't want to convince anyone to want to be with me. Not anymore. I used to feel like I had to prove my worth, justify my feelings, and strive for attention, as if love were a reward for effort. But today... today I stand in a different place. I'm no longer chasing. I'm choosing.
I look at my life and see how many times I've lost myself trying to fit in with someone who didn't even try to look deeper into my eyes. How many times I waited for words that never came, or gestures that no one intended to make. And I finally understood that the heart isn't a currency, and presence shouldn't be a plea.
I don't need someone to "force" me—love that has to be asked for is just a shadow of love. I prefer emptiness to appearances. I prefer lonely silence to the noise of just any presence.
Today, when someone comes into my life, I look to see if they walk with me steadily, if they can be there without demanding I give up myself. Does he see me as a human being, not a project to be fixed? And if he doesn't, I let him go. Without regret, without running after someone who doesn't want to stay.
Because I, too, am a choice. And I deserve to be chosen just as strongly as I choose him—without hesitation, without games, without the constant questioning, "Am I enough?" I am enough.
So I don't chase. I move forward, head held high, knowing that what's real won't escape. And what's leaving was never mine.
Nie chcę nikogo przekonywać, żeby chciał być ze mną. Już nie. Dawniej wydawało mi się, że muszę udowadniać swoją wartość, tłumaczyć się z uczuć, zabiegać o uwagę, jakby miłość była nagrodą za wysiłek. Ale dziś… dziś stoję w innym miejscu. Już nie gonię. Ja wybieram.
Patrzę na swoje życie i widzę, ile razy traciłam siebie, próbując dopasować się do kogoś, kto nawet nie próbował spojrzeć w moją stronę głębiej. Ile razy czekałam na słowa, które nigdy nie padły, albo na gesty, których nikt nie zamierzał wykonać. I w końcu zrozumiałam, że serce nie jest walutą, a obecność nie powinna być błaganiem.
Nie potrzebuję, by ktoś mnie chciał „na siłę” — miłość, która musi być proszona, jest tylko cieniem miłości. Wolę pustkę niż pozory. Wolę samotną ciszę niż hałas byle jakiej obecności.
Dziś, kiedy ktoś pojawia się w moim życiu, patrzę, czy idzie ze mną równo, czy potrafi być obok, nie wymagając ode mnie rezygnacji z siebie. Czy widzi we mnie człowieka, a nie projekt do naprawy. I jeśli nie - pozwalam odejść. Bez żalu, bez biegu za plecami kogoś, kto nie chce zostać.
Bo ja też jestem wyborem. I zasługuję na to, by ktoś wybrał mnie tak samo mocno, jak ja wybieram jego - bez wahania, bez gier, bez ciągłych pytań „czy wystarczam?”. Wystarczam.
Więc nie gonię. Idę do przodu, z podniesioną głową, wiedząc, że to, co prawdziwe, nie ucieknie. A to, co odchodzi - nigdy nie było moje.
Agnieszka
Add comment
Comments